Jak do tego doszło, że piekłam cynamonowe herbatniki o siódmej rano? To długa historia, obejmuje właściwie ostatnie siedemnaście lat.
Zaczęło się od tego, że jako trzynastolatka byłam zwolniona z WF. Tak się złożyło i nie będę o tym pisać, bo historia cynamonowych herbatników wydłużyłaby się z lat siedemnastu do trzydziestu.
W mojej szkole osoby zwolnione z WF spędzały tę lekcję na sali gimnastycznej lub w szatni. Na nudę sposobów było parę. Można było odrabiać lekcje, szwendać się nielegalnie po korytarzach albo czytać. Ja wybierałam czytanie. W tym okresie nosiłam w torbie dwie książki: jedna z nich to było coś, co akurat dorwałam, a druga stanowiła zbiór żywotów świętych. Czytałam ją w szatni dziewcząt, gdzie oprócz swetrów, dezodorantów w sprayu, butów i plecaków leżało cudowne, zakazane dobro: kolorowy miesięcznik Dziewczyna.
Jasne, że nie wolno mi go było czytać. Niemieckie pisemka drukowane na cienkim papierze odmóżdżają trzynastoletnie dziewczęta i kierują ich myśli w stronę nieodpowiednich dla ich wieku tematów: hucznych imprez, kosmetyków kolorowych i współżycia płciowego. Absolutnie nie wolno mi było czytać Dziewczyny. Ale cóż czynić, skoro leżała tak kusząco tuż obok mnie, na swetrze pięknej Doroty?
Ze świata czternastoletnich dziewic, które umierają za swoje przyobiecane Zbawicielowi panieństwo, przeniosłam się więc niepostrzeżenie do świata czternastoletnich dziewic, które to panieństwo porzucają w wakacyjnym namiocie jakiegoś Krzysia czy Zdzisia.
Pośród barwnych obrazków moją uwagę przykuł artykuł o tym, jak to fajnie jest zaprosić kumpelki na imprezkę i podać im samodzielnie upieczone, cynamonowe ciasteczka…
A potem poszło szybko: liceum, studia, pierwsza praca, druga praca – i oto nadszedł wiekopomny dzień, kiedy kolega z pracy wyświadczył nam przysługę i zrewanżowałam mu się miską cynamonowych ciasteczek:
1 szklankę mąki,
0,5 szklanki cukru pudru,
1 jajko,
dużo cynamonu,
szczyptę soli
i dwie duże łyżki masła roślinnego
mieszam w miseczce i wyrabiam. Jeśli nie ma czasu na wałkowanie i wycinanie i tentego, zwijam po prostu w wałek o grubości 3-4 cm i kroję na półcentymetrowe plasterki. Piekę w 200 stopniach przez 15 minut, przy czym pierwsza partia zawsze piecze się dłużej, niż kolejne.
Uwaga: naprawdę nie opłaca się robić ich z jednej porcji…