Piękne rzeczy

niedziela, 20.1.2008

Zdaje się, że już to pisałam, ale mamy się tu zajmować drobnymi, dużymi i całkiem dużymi przyjemnościami. Jedną z większych, jakie znam, są prace Ewy Dacko. Ewa tworzy przepiękną biżuterię, choć to nie jedyna z rzeczy, jakimi się zajmuje. Tak naprawdę to wszystko, czego dotknie Ewa, staje się piękne.

Do niedawna jej prace można było podziwiać na forum rękodzielniczym i na blogu, teraz działa już autorska galeria Ewy – www.ladnerzeczy.net – galeria biżuterii autorskiej i rękodzieła. Oglądajcie i zachwycajcie się!


Pomarańcze i banany

poniedziałek, 14.1.2008

Zrobiłam właśnie coś niesamowicie dobrego i sama jestem zdumiona. Zachciało mi się koktajlu bananowego (standard: połamanego na kawałki banana zalewam mlekiem i miksuję). Out of the blue, dolałam do tej mikstury stojącego na blacie soku pomarańczowego. Powinno się to wszystko zwarzyć, o czym pomyślałam oczywiście tę sekundę za późno, ale się nie zwarzyło. Jest świeże, owocowe i słoneczne.


Cynamonki o siódmej rano

poniedziałek, 14.1.2008

Jak do tego doszło, że piekłam cynamonowe herbatniki o siódmej rano? To długa historia, obejmuje właściwie ostatnie siedemnaście lat.

Zaczęło się od tego, że jako trzynastolatka byłam zwolniona z WF. Tak się złożyło i nie będę o tym pisać, bo historia cynamonowych herbatników wydłużyłaby się z lat siedemnastu do trzydziestu.

W mojej szkole osoby zwolnione z WF spędzały tę lekcję na sali gimnastycznej lub w szatni. Na nudę sposobów było parę. Można było odrabiać lekcje, szwendać się nielegalnie po korytarzach albo czytać. Ja wybierałam czytanie. W tym okresie nosiłam w torbie dwie książki: jedna z nich to było coś, co akurat dorwałam, a druga stanowiła zbiór żywotów świętych. Czytałam ją w szatni dziewcząt, gdzie oprócz swetrów, dezodorantów w sprayu, butów i plecaków leżało cudowne, zakazane dobro: kolorowy miesięcznik Dziewczyna.

Jasne, że nie wolno mi go było czytać. Niemieckie pisemka drukowane na cienkim papierze odmóżdżają trzynastoletnie dziewczęta i kierują ich myśli w stronę nieodpowiednich dla ich wieku tematów: hucznych imprez, kosmetyków kolorowych i współżycia płciowego. Absolutnie nie wolno mi było czytać Dziewczyny. Ale cóż czynić, skoro leżała tak kusząco tuż obok mnie, na swetrze pięknej Doroty?

Ze świata czternastoletnich dziewic, które umierają za swoje przyobiecane Zbawicielowi panieństwo, przeniosłam się więc niepostrzeżenie do świata czternastoletnich dziewic, które to panieństwo porzucają w wakacyjnym namiocie jakiegoś Krzysia czy Zdzisia.

Pośród barwnych obrazków moją uwagę przykuł artykuł o tym, jak to fajnie jest zaprosić kumpelki na imprezkę i podać im samodzielnie upieczone, cynamonowe ciasteczka…

A potem poszło szybko: liceum, studia, pierwsza praca, druga praca – i oto nadszedł wiekopomny dzień, kiedy kolega z pracy wyświadczył nam przysługę i zrewanżowałam mu się miską cynamonowych ciasteczek:

1 szklankę mąki,

0,5 szklanki cukru pudru,

1 jajko,

dużo cynamonu,

szczyptę soli

i dwie duże łyżki masła roślinnego

mieszam w miseczce i wyrabiam. Jeśli nie ma czasu na wałkowanie i wycinanie i tentego, zwijam po prostu w wałek o grubości 3-4 cm i kroję na półcentymetrowe plasterki. Piekę w 200 stopniach przez 15 minut, przy czym pierwsza partia zawsze piecze się dłużej, niż kolejne.

Uwaga: naprawdę nie opłaca się robić ich z jednej porcji…


Hello world!

sobota, 12.1.2008

Welcome to WordPress.com. This is your first post. Edit or delete it and start blogging!